W
ostatnim rozdziale :
- Ola... Jakiej kariery.. Przecież to nie jest ważne.
- Mam po 21 i 23 lata.. Chcesz zakładać rodzinę ? - Mówiła jeszcze przez łzy.
- A co nam stoi na przeszkodzie ? Mogę zrezygnować z długich tras, a ty przecież możesz normalnie studiować.. Przecież prędzej czy później pojawiło by się dziecko. Wiem, że ty też tego chciałaś.. - Wtuliła się we mnie jeszcze mocniej..
**
- W końcu mam go przy sobie.. Mimo wszystko, udało mi się żyć bez powietrza dwa miesiące.. - Ktoś nagle przerwał mi moje gdybanie.. Był to Kamil, przyszedł do pokoju, który miał posłużyć jako nasza sypialnia.
- Chodź tu do mnie.. - Posunęłam się na łóżku, a on posłusznie usiadł obok mnie opierając się o ścianę.
- Kamil. - Westchnęłam i oparłam głowę o jego ramię, on położył dłoń na moich plecach.. Siedzieliśmy tak, aż usnęłam.. Usnęłam wtulona w niego, jego zapach.. W cząstkę mnie.
Rano obudziłam się wtulona w Kamila, w jego zapach, perfumy, mięśnie... W całego niego.
Hej. - Powiedział za chrypniętym głosem.
- Cześć. - Wtuliłam się
w niego jeszcze mocniej, najbardziej jak potrafiłam. - Kiedy
wrócimy do Polski ? - Wymamrotałam. - Ola... Jakiej kariery.. Przecież to nie jest ważne.
- Mam po 21 i 23 lata.. Chcesz zakładać rodzinę ? - Mówiła jeszcze przez łzy.
- A co nam stoi na przeszkodzie ? Mogę zrezygnować z długich tras, a ty przecież możesz normalnie studiować.. Przecież prędzej czy później pojawiło by się dziecko. Wiem, że ty też tego chciałaś.. - Wtuliła się we mnie jeszcze mocniej..
**
- W końcu mam go przy sobie.. Mimo wszystko, udało mi się żyć bez powietrza dwa miesiące.. - Ktoś nagle przerwał mi moje gdybanie.. Był to Kamil, przyszedł do pokoju, który miał posłużyć jako nasza sypialnia.
- Chodź tu do mnie.. - Posunęłam się na łóżku, a on posłusznie usiadł obok mnie opierając się o ścianę.
- Kamil. - Westchnęłam i oparłam głowę o jego ramię, on położył dłoń na moich plecach.. Siedzieliśmy tak, aż usnęłam.. Usnęłam wtulona w niego, jego zapach.. W cząstkę mnie.
Rano obudziłam się wtulona w Kamila, w jego zapach, perfumy, mięśnie... W całego niego.
Hej. - Powiedział za chrypniętym głosem.
- A kiedy chcesz ?
- Jak najszybciej.
* Kilka godzin później *
Siedziałam z Łukaszem w salonie. Kamil gdzieś znikł. Nie wiem gdzie... Po raz kolejny.
- Dziękuję, że pomogłeś mi przez te dwa miesiące. - Wstałam z fotela i go przytuliłam.
- Musimy wykorzystać ten czas na tulenie się, puki nie masz dużego brzuszka. - Chłopak zaśmiał i puknął mnie w nos.
- Ej ! - Udałam oburzoną. -Robimy gofry ?
- Pewnie, chodź. - Złapał mnie za rękę i poszliśmy do kuchni.
Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie byli cali w mące.. Kiedy Kamil przyszedł do domu. Oparł się o drzwi do kuchni i zaczął śmiać..
- Niczym małe dzieci. - W tym momencie jednocześnie z Łukaszem rzuciliśmy w niego mąką..
- Ejj.. Za co ? - Tym razem to on udał oburzonego.. - Wiecie co to oznacza ? Wojnę na mąkę... - Nie wiedzieć dlaczego Łukasz miał w domu, duży zapas mąki. Jednak po 10 minutach nie było już żadnego opakowania..
- No to teraz wielkie sprzątanko. - Mówiłam ledwo przez śmiech, byłam cała w białym proszku.. A sprzątanie zajęło nam resztę dnia, mimo całego sprzątania całą podłoga była matowa..
* Następny dzień *
Wstałam dosyć wcześniej, aby spakować moje rzeczy. Uznałam, że zdecydowanie za długo siedziałam na głowie Łukaszowi, mimo tego, że jestem moim przyjaciele.. Tyle mu zawdzięcza. Kocham go jak brata.
Pakowanie trochę mi zaczęło, około 9.30 skończyłam. Poszłam do kuchni zrobić pożegnalne śniadanie.. Jednak chłopaki mnie wyprzedzili.. Na stole czekał stos gofrów, jajecznica i pyszne tościki.
- Chłopaki.. Przeszyliście samych siebie. - Oboje nastawili policzki na całus.. Posłusznie wykonałam ich zachciankę..
Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy zajadać.
- Jeżeli przez kolejne siedem miesięcy będę jadła z dwóch, albo nawet za trzech to ja dziękuję.. - Siedziałam na krześle z pełnym brzuchem, a chłopaki wybuchli śmiechem.
- Jedziemy ? - Kamil położył swoją dłoń na moim udzie. Ja pokiwałam głową na znak tak.
Łukasz odprowadził nas do drzwi.
- Ja pójdę już do auta. Spakuję walizki. - Chłopaki przybili sztamę i poklepali się po plecach, szepcąc sobie coś do ucha.
W końcu przyszła kolej na mnie. Wtuliłam się w niego jak najmocniej potrafiłam.
- Wiesz.. Mogła bym dziękować i dziękować.. Za to co dla mnie zrobiłeś. - Poleciały mi łzy. Wiedziałam, że z powrotem szybko się nie zobaczymy.
- Ola.. Jesteśmy przyjaciółmi, zrobiła byś dla mnie to samo. - Otarł moje łzy i przycisnął do siebie jeszcze mocniej.
- Jesteś pewien, że nie wrócisz do Polski. - Przeciągałam ta chwilę jak najbardziej mogłam.
- Nie.. Bynajmniej na ten moment. Idź już, bo nigdy się nie rozstaniemy. - Delikatnie musnął moje czoło swoimi ustami.
- Masz racę. - Sprzedałam mu buziaka. Pomachałam i poszłam
Zeszłam w końcu do auta.
- No to czeka nas pięć godzin jazdy.. - Kamil przeciągnął się na fotelu auta.
- Czyli 17 / 18 będziemy w domu.. Stęskniłam się.
- Domownicy Lipek również stęsknili się za Tobą Olu..
- Wiedzą o mnie ?
- Wiedzą, że wracamy razem, dlaczego uciekłaś – nie. - Odetchnęłam z ulgą.. Chce sama im o tym powiedzieć. - Kamil, możemy zaprosić na 19 Kornelkę i Kondzia ?
- Jeżeli tylko chcesz.
Reszta drogi minęła nam bardzo miło i dosyć szybko. Mieliśmy kilkanaście tematów do omówienia. W międzyczasie Kamil zaprosił swoje rodzeństwo na pogaduchy.
- Kamil otworzysz drzwi ? - Wykrzyczałam na pół domu.
Chłopak grzecznie wykonał moje polecenie, ja za też czas kończyłam robić przekąski.
- Gdzie Olka ? - Słyszałam dobiegający głos Korneli z przedpokoju.. Jak jak się za nim stęskniłam.
- W kuchni. - Usłyszałam jak Kornela biegnie ile tchu w nogach do mnie.
- Ola, Ola, Ola.. - Przytuliła mnie z całej siły. Zaraz dołączył do nas Konrad.
W końcu się ogarnęliśmy i usiedliśmy przy stole.
- To może jakieś winko ? - Zaproponował Konrad.
- To ja wam naleję. - Zapopronowałam.
- Jak to nam, a ty? - Zdziwione rodzeństwo zapytało, niemal, że jednocześnie..
- Ola przez najbliższe siedem miesięcy nie mogę pic alkoholu, zaszkodziło by to naszej fasolce. - Kamil zaczął im tłumaczyć..
- No to teraz brat, zamiast wozić się furą po mieście.. Będziesz holował za autem wózek..
- Konrad ! - Kornela go skarciła. Nie powiem.. Wyglądało to naprawdę zabawnie. Kornela wstała i podeszła do nas. - Gratuluję wam. - Przytuliła nas.
BLOG JEST CAŁKOWITĄ FIKCJĄ LITERACKĄ !!
________________________________________________
Chciałam przeprosić, za to, że ;
1. Długo nic nie dodawałam.
2. Rozdział jest chaotyczny.
Kolejnego możecie się spodziewać w sobotę w godzinach wieczornych.
Pozdrawiam Kamę i Wilkową ! ♥ ♥
Oooo jak słodko. Dostałam pozdrowienia <3
OdpowiedzUsuńSkąd ja znam tekst o holowaniu wózka? ^^
Rozdział jak zwykle świetny. Następny proszę szybciej. :)
Kamcia wróżbitkaa <3
UsuńHehhehee..
Specjalnie dla Ciebie nie dodam szybko. Hahhaha. ;*
Mi to nie przeszkadza tak bardzo. Tylko co na to powie reszta? xD
UsuńSuper. :))
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie . :)
" No to teraz brat, zamiast wodzić się furą po mieście.. Będziesz holował za autem wózek.." ;DD
Uwielbiam Twojego Bloga ;)
OdpowiedzUsuńMegga :* :D A można troche dłuższe bo sie nakręcam a później po nocach nie śpię :D :* Czekam na następny :* ^^
OdpowiedzUsuńtroszke nie rozumiem..... Oni chcieli tego dziecka? specjalnie w tym wieku zrobili sobie dziecko??
OdpowiedzUsuńTu chodzi chyba o to,że już przywyknęli do wiadomości,że nie będą sami. Jeśli czytałaś rozdział 41 to powinnaś albo powinieneś(nie wiem kim jesteś) się domyślić,że nie za bardzo sie na początku cieszą nie?
UsuńDziecko nie było planowane, wpadka. Cóż zdarza się, po za tym, przywykli już do tej wizji "rodziny"
UsuńWielkie wielkie DZIĘKUJĘ za ten rozdział ! :* Bardzo mi się podobał , świetny, dziękuję.
OdpowiedzUsuńNic dodać nic ująć :)
Czekam na następny ! :D //Paula :* xD ♥
Kiedy kolejny???
OdpowiedzUsuń