wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 4

-Basia tą pacjentkę na prześwietlenie.-Ciocia skierowała to do jakiejś pielęgniarki. Po chwili znalazłam się w sali. Zrobili mi prześwietlenie. -Olu masz gościa.- Usłyszałam od ciotki.
-Kamil- Uśmiechnęłam się.- Myślałam ,że już poszedłeś..
-Coś ty..- Udał obrażonego.
-Nie obrażaj się. Heheh.. Posiedzisz tu ze mną ?
-Pewnie. Tylko się posuń.- Kiedy wypowiedział zrobiłam mu miejsce na szpitalnym łóżku.
-Miałeś jakieś plany na dzisiaj ? -Zapytałam.
-Właśnie wracałem do domu z trasy. Chyba powinienem zadzwonić do Korneli. Wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał numer do siostry.
-Hallo.. Kamil ? Gdzie ty jesteś? Miałeś być ponad godzinę temu!-Zdenerwowana Kornela wykrzyczała do słuchawki..
-Em..No bo..Obiecaj ,że nie powiesz mamie. Nie chce żeby się denerwowała.
-Boże.. Kamil? Co zrobiłeś ?
-Nie mów mamie.. Miałem wypadek. Nie zdążyłem za hamować, Ola weszła mi pod koła. Na szczęście jechałem dosyć wolno. Teraz czekam z nią w szpitalu na wyniki.. Chyba ma załamaną rękę.
-Dzwoń kiedy się czegoś dowiesz.
-Dobra. Kornela muszę kończyć, lekarz przyszedł.- Mówiąc to rozłączył się. Nie dał nic odpowiedzieć dziewczynie..
-I co z moją ręką ? -Zapytałam się cioci.
-Olu, jest złamana. Założymy Ci gips. Ręka powinna się zrastać przez jakieś 2, 3 miesiące.
-Dwa ,trzy miesiące ? Jak ja dam sobie rade.. Jestem przecież prawo ręczna.. Nawet nie będę mogła pisać..- Powiedziałam to z załamanym głosem..
-Ola.. Nie przejmuj się. Ja jestem winny, więc zaopiekuje się Tobą.
-C-co ? Czy ja śnie ?- Wytrzeszczyłam oczy.
Kamil się tylko zaśmiał, nic nie odpowiedział.
Zawieźli mnie na nałożenie gipsu. Po jakiś czterdziestu pięciu minutach miałam już gips. Ciocia powiedział ,że mnie wypisze. Nic poza rękom mi nie dolegiwało. Kiedy dostałam wypis ze szpitala pojechaliśmy do mnie do mieszkania.
-To tu.- Powiedziałam przed dziwiami z numerem 10.
-Weź kilka rzeczy. Pomieszkasz u mnie przez jakiś czas. - Kiedy usłyszałam to z ust Kamila upuściłam szklankę z wodą.
-Wiedziałam ,że działam na kobiety.. Ale aż tak ?!- Zaśmiał się.
-Nie mogę u Ciebie mieszkać! Mam własne mieszkanie. Zresztą nie ma mowy mieszkanie jest opłacone z góry na cały rok ! - Wywrzeszczałam. Bardzo nie chciałam stracić niezależności, nawet przez złamaną rękę.. Przecież to nic takiego.
-Spokojnie jakoś to załatwię. Zabierz najbardziej potrzebne rzeczy. - Uśmiechnął się i pomachał brwiami.
-Eh.. No nie wiem. - Opuściłam głowie.
-Zgodzisz się ? Proszę.- Mówiąc to chłopak złapał moją brodę i podniósł mi głowę.
-No dobra..- Wyrwałam mu głowę.- Ale pamiętaj tylko przez jakiś czas.
Nic już nie odpowiedział. Podszedł do mnie i mnie przytulił. Czułam się dziwnie, lecz z drugiej strony w środku ,aż skakałam ze szczęścia! Sama chyba nigdy nie zrozumiem o co tak naprawdę chodzi, nam , kobietą.. W końcu zdecydowałam się ode pchać chłopaka.
- Skończy już te czułości. Idę się spakować. Pomógł byś mi ? -Poprosiłam.
-Jasne.- uśmiechnął się.
Poszliśmy pakować rzeczy. Wzięłam połowę ubrań, laptopa, i inne tego typu rzeczy.
-No dobra, teraz o tym wszystkim muszę powiedzieć mamię. Zrobię to już u Ciebie w domu.


________________________________________________________________

Mamy nadzieje ,że wam się spodobało ? :) Zapraszamy do komentowania ! ♥

1 komentarz: